Artista Cagories

Grzegorz Wołoszyn - Fot Art Studio

 

Kiedy byłem małym chłopcem, marzyłem o tym, żeby zostać rysownikiem komiksów. Pamiętam, że już od drugiej klasy szkoły podstawowej wypełniałem spontanicznie całe zeszyty kadrami i chmurkami, wzorując się na serii "Relax", a później na komiksach wydawanych co kwartał jako dodatek do "Nowej Fantastyki". Z czasem zacząłem podchodzić do sprawy bardziej profesjonalnie - najpierw pisałem scenariusz, potem robiłem szkice konceptualne, a na końcu rysowałem gotowe plansze z komiksowymi kadrami. Dzięki temu wprawiałem się zarówno w pracy artystycznej, jak i literackiej. 

Później przyszły dwie nowe fale fascynacji. Najpierw grafika i malarstwo, następnie literatura piękna, zwłaszcza poezja. Na tej pierwszej fali zacząłem gromadzić teczkę z myślą o ASP, na tej drugiej pisać własne wiersze i coraz poważniej myśleć o polonistyce. Ostatecznie literatura zwyciężyła, ale nigdy nie porzuciłem mojej pierwszej miłości do ołówka, pędzla i olejnych farb. 

Fotografia jest naturalną kontynuacją i rozwinięciem moich młodzieńczych fascynacji. Zasady rządzące fotografią są bardzo podobne do tych rządzących malarstwem. Zmienia się tylko medium - zamiast farbami, fotograf maluje światłem. Swój pierwszy aparat fotograficzny kupiłem w latach 90. Był to klasyczny analog, zatem ostateczny efekt twórczego procesu był czasami zaskoczeniem dla samego fotografa. Pierwszy cyfrowy aparat, który pozwolił mi do woli eksperymentować bez ponoszenia kosztów, jakich wymaga fotografia analogowa, nabyłem w roku 2004 i był nim Fujifilm FinePix S5500. Stanowił dla mnie przeskok do zupełnie innego wymiaru. Miałem wreszcie pełną kontrolę nad tym, co robię, zarówno w czasie wykonywania fotografii, jak i w postprodukcji. Od tamtej pory fotografia stała się moją kolejną namiętnością, która z czasem przekształciła się w wykonywany zawód. W drodze do fotografii profesjonalnej najwięcej zawdzięczam Jerremu Ghionisowi i jego genialnym kursom. Jeśli się uczyć, to od najlepszych! 

Równolegle rozwijałem moje pasje literackie. Zacząłem publikować wiersze w internecie, szczególnie na portalach nieszuflada.pl i poezja-polska.pl, gdzie można było otrzymać komentarze do umieszczonych tekstów. Później zacząłem próbować swoich sił w konkursach. Pierwszy sukces przyszedł w roku 2005, kiedy wygrałem Pierwsze Spotkania Krakowskich Poetów-Pedagogów, gdzie nagrodą główną było opublikowanie debiutanckiego tomiku wierszy. Po wygranym konkursie nawiązałem współpracę z portalem poezja-polska.pl i niezależną grupą Poeci Po Godzinach. W roku 2012 zwyciężyłem w V Ogólnopolskim Konkursie na Książkę Literacką w Świdnicy, rywalizując zarówno z poetami, jak i prozaikami. Rok później mój Poliptyk zdobył również nagrodę Krakowska Książka Miesiąca za miesiąc maj. W tym roku ukończyłem pisać trzecią książkę pt. Dom Opieki "Kalwaria", która zakwalifikowała się do finału 23 Festiwalu Stacja Literatura w kategorii "po debiucie". 

W tym miejscu - last but not least - należy wspomnieć o teatrze. Licząc szkołę średnią i moją przynależność do Teatru "Okna" prowadzonego nieprzerwanie ot tamtego czasu przez Marka Woynarowskiego, moja przygoda z Melpomeną (tudzież z Talią i Polihymnią) trwa już ponad dwadzieścia lat! Czasy samodzielności zacząłem już za czasów studenckich, zakładając z koleżanką z roku Grupę Teatralną Sygnały. Potem, już od pierwszego roku mojej pracy zawodowej, zacząłem prowadzić warsztaty teatralne dla młodzieży. Przez ten czas współpracowałem z wieloma instytucjami i poznałem wspaniałych ludzi związanych przede wszystkim ze środowiskiem teatralnym Krakowa. Od samego początku pracowałem z młodymi ludźmi w sposób nietypowy - zamiast krótkich etiud, wystawiałem z ich udziałem pełnowymiarowe sztuki, trwające czasami nawet dwie godziny. Ogromny to wysiłek, ale również ogromna satysfakcja, kiedy widzi się młodzież pokonującą swoje słabości i ograniczenia, wznoszącą się na wyżyny swoich aktualnych możliwości. Prowadziłem grupy teatralne w Krakowie, Piekarach, Londynie, Starym Narcie i Stalowej Woli. Wszędzie, w największych metropoliach i najmniejszych wioskach, są młodzi, niezwykle utalentowani ludzie. I nie widziałem tutaj specjalnej różnicy między Londynem a Starym Nartem. Wszędzie jest ogromy potencjał, trzeba tylko umiejętnie go wydobyć. 

Przez te wszystkie lata wystawiłem ponad dwadzieścia spektakli min. Szczęśliwe wydarzenie Miłość na Krymie S. Mrożka, Zawsze fragment wg dramatów T. Różewicza, Dziady A. Mickiewicza, Wizytę starszej pani F. Dürrenmatta, Operetkę W. Gombrowicza, Wesele S. Wyspiańskiego, Małego Księcia A. de Saint-Exupéry'ego, Sen nocy letniej W. Szekspira, Alicję w Krainie Czarów L. Carrolla, Opowieść wigilijną Ch. Dickensa, Labdakidów (spektakl na podstawie Króla Edypa i Antygony Sofoklesa) czy Tajemnicę Bożego Narodzenia J. Gaardera. 

Joomla templates by Joomlashine